Oczy (Eyes)

Malowane obiektywem

„Każdy ma ta­ki świat, ja­ki widzą je­go oczy”. 

José Saramago

oczy

Masz takie oczy zielone
Zielone jak letni wiatr
Zaczarowanych lasów
I zaczarowanych malw
Dla ciebie mały ogrodnik
Zasadził groszków tysiąc
W kapocie stracha na wróble
Pragnął ci miłość przysiąc
Więc z koszem groszków mały strach
Pierwszy raz spojrzał ci w oczy
O tysiąc więcej znalazł barw
Niż wyśnił sobie w nocy
I odtąd pod oknem twoim
Zaczarowany kamienny
Z bukietem groszków stoi
Strach romantyczny wierny

Masz takie usta czerwone
Czerwone jak pożar zórz
Zaczarowanych ranków
I zaczarowanych róż
Dla ciebie mały ogrodnik
Posadził pnące róże
Że tobą był urzeczony
Pragnął cię nimi urzec
I z róż naręczem przyszedł raz
Prosić o jedno twe słowo
Oślepił go twych oczu blask
Milczałaś kolorowo
I odtąd pod oknem twoim
I groszki kwitną i róże
Na modłę wiotkich powoi
Pną się i pną po murze

Masz takie usta czerwone
Czerwone jak pożar zórz
Zaczarowanych ranków

View original post 16 słów więcej

Reklamy

Jesień (Autumn)

Malowane obiektywem

„Była to złota, dojrzałością pachnąca jesień. Najpiękniejsza z pór roku, zadumana pogodną zadumą zrozumienia i ciszy, wspaniała w mądrym uśmiechu do opadających z niej złotych i purpurowych liści, w uśmiechu do przemijającego porywu wiosennej młodości i rozkwitu lata. Najmądrzejsza z pór roku, zapatrzona w głębię tajemnic natury”.

Autor: Tadeusz Dołęga-Mostowicz

tatuaż liść

View original post

Wsłuchałem się w jej wołanie

 

Wsłuchanie

wsłuchałem się tak niezwykle mocno
nocą
ćma leci
nęci strach
drżą słowa
a ona śpiewa pieśń miłosną
wśród zaułków jezior
chłód
komary ostrzą swe piki
błota pyszczą bąblaniem
wsłuchałem się niezwykle mocno
nocą
w jej wołanie
odejdzcie syrenie głosy
i podstępne słów szczękanie
tylko niech będzie dobry sen
kobzy wodne słyszę wasze śpiewy
przelewają się strumienie uczuć wielkich jak serca
harfo nadobna graj
wsłuchałem się
w wsłuchanie
aż tak

Lech Galicki

wsłuchałem się

 

Deszcz (Rain)

Pada. Taka to dziwna zima w tym roku, że łzy można pomylić z deszczem. 
A może odwrotnie? Po mokrych ulicach przemykają zmoknięci ludzie.
A w moich wspomnieniach przemyka czasem twój cień. Czy wiesz, że pod powiekami codziennie maluję twój portret?
Słyszę szmer spadających kropli i szepty, które snują się w powietrzu. Mokry asfalt ulic błyszczy w świetle latarni. Deszcz pozamiatał chodniki z nadmiaru codziennych spraw. Wieczorami pojawia się na nich magia. Spod przymkniętych powiek patrzę jak po szybach spływają drżące krople deszczu. Boję się otworzyć je bardziej. Szelestem rzęs nie chcę spłoszyć marzeń zawieszonych na gałązkach drzew. Niech się spełniają. Noc. Miasto już układa się do snu. Oddycham drżącym od wzruszeń powietrzem.

J. Kalinowska

deszcz33

Ona i on, czyli ballada o miłości

„A ona i on siedzieli na zaczątku przyszłości nie przeczuwając jej bezmiaru, sekretów, jakie kryła, traconych wątków i nie wiedzieli, że jeszcze można odwrócić się od przeznaczenia, odejść samotnymi ścieżkami zarośnietymi dzikim zielskiem, nie zapamiętując swoich imion, nie przyzwyczajając się do siebe”.

Aleksander Jurewicz (z książki Prawdziwa ballada o miłości)

na łące1