Mural

Moja Warszawa

Warszawa, ul. Czynszowa/ Stalowa (Praga)

KODAK Digital Still CameraKODAK Digital Still CameraKODAK Digital Still CameraKODAK Digital Still CameraKODAK Digital Still CameraKODAK Digital Still CameraKODAK Digital Still CameraKODAK Digital Still CameraKODAK Digital Still Camera

View original post

Dziewczynka w czerwonej sukience

pankiewicz-portret-dziewczynki

Autor: Józef Pankiewicz ( 1897 r.)

 

A to „Dziewczynka w czerwonej sukience” jako mural na warszawskiej Pradze…

KODAK Digital Still Camera

Foto: Jolanta Kalinowska

KODAK Digital Still Camera

 

„Portret dziewczynki w czerwonej sukience” autorstwa Józefa Pankiewicza powstał w 1897 r.

Artysta dwa lata wcześniej otrzymał zamówienie od Adama Oderfelda – mecenasa i opiekuna malarzy – na kilka portretów przedstawiających członków jego rodziny. Jednym z najbardziej znanych dzieł tej serii stał się obraz ukazujący jego córkę – Józefę Oderfeld.

Wybitne malowidło, przedstawiające kilkuletnią dziewczynkę o drobnej twarzy i regularnych rysach, rozpuszczonych blond włosach i jasnej karnacji. Cierpliwie wsparta lewą ręką o zaplecek krzesła pozuje malarzowi patrząc przed siebie i trzymając w prawej dłoni śnieżnobiałą chustkę, niczym infantka z dzieła Velazqueza. Ubrana jest w wytworną, czerwoną suknię wizytową, spiętą na ramieniu kokardą.

Nie był to pierwszy portret, owej urodziwej dziewczynki, bowiem kilka lat wcześniej na życzenie swego ojca, jako czteroletnie dziecko pozowała już do obrazu innemu wielkiemu artyście, Władysławowi Podkowińskiemu. Niestety znudzenie i trud pozowania dla kilkuletniej dziewczynki okazał się być nie do zniesienia. Mała czterolatka w proteście przeciw nużącym obowiązkom modelki, obcięła sobie grzywkę. Rozgniewało to artystę, który do czasu odrośnięcia dziecięcych włosów przerwał pracę nad obrazem. Niestety, przedwczesna śmierć mistrza w 1895 roku nie pozwoliła dokończyć dzieła, które już tylko w takiej postaci mogło zdobić salon u Oderfeldów, później zaś dorosłej już modelki. (A.Szanecka 2007:156)

To czego nie udało się dokonać Podkowińskiemu, z powodzeniem zrealizował Pankiewicz uwieczniając na płótnie małą Józię. Co więcej, jej portret w czerwonej sukience nie był jedynym jej wizerunkiem, jaki wyszedł spod pędzla Pankiewicza. Dziadkowie Józi Oderfeldównej także zapragnęli mieć podobiznę wnuczki i na ich życzenie artysta namalował replikę tego niezwykle udanego obrazu. Niestety, jak wspominała córka Józefy, artyście zabrakło cierpliwości do odtworzenia oryginału w pełnym kształcie. Powstał jedynie uproszczony w kompozycji portret, który miał zdobić salon dziadków Józefy. (J.Szanecka 2011) W 1902 roku malowidło zakupił Feliks Mangha Jasieński. (Charazińska 2006:29) (Obecnie w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie.) W tym samym roku Pankiewicz rozpoczął pracę nad kolejnym portretem Józi Oderfeldównej. Tym razem artysta uwiecznił dwunastoletnią modelkę w białej bluzce z kokardą. Obraz ten niestety nie zachował się, najprawdopodobniej spłonął we wrześniu 1939 roku.(Charazińska 2006:38)

Kim była ta urodziwa, tyleż sympatyczna co tajemnicza dziewczynka z obrazów Pankiewicza? Urodziła się w Warszawie w roku 1890, jako drugie spośród piątki dzieci Janiny Jadwigi z Koniców i Adama Oderfeldów. Rodzice wybrali dla niej imię Józefa, z czego w późniejszym życiu, jak wspominała jej córka Anna, nie była zadowolona, bowiem nie lubiła imion żeńskich wywodzących się od męskich odpowiedników. W rodzinie obok Józi wychowywało się jej rodzeństwo Aniela, Stefan, Anna oraz Karolina, o życiu, której wiadomo najmniej. (Douglas – Oderfeld Renata b.r.) Dzieciństwo Józefy, jak i jej sióstr oraz brata upływało w dostatku. Pozycja ojca, jego pokaźne dochody wynikające z pracy adwokata, jak również trafione inwestycje, pozwalały na zapewnienie całej rodzinie komfortowych warunków życia i dobrobytu, a także zadbania o wykształcenie dzieci. Każda z córek Oderfeldów została „posłana” do szkoły, co w owym czasie nie należało do częstych praktyk, zwłaszcza, że zasadniczą formę kształcenia dziewcząt w tym okresie stanowiły szkoły prywatne. Na naukę w nich mogły pozwolić sobie głównie dziewczęta pochodzące z rodzin urzędniczych, szlacheckich, lekarskich czy prawniczych, jak Oderfeldowie.

Fakt kształcenia swych córek świadczył o otwartym umyśle i postępowym charakterze mecenasa Oderfelda. W tym czasie dawało się słyszeć publiczny dyskurs na temat potrzeby kształcenia dziewcząt. Jedna ze zwolenniczek żeńskiej edukacji Paulina Kuczalska Rajnschmit wskazała na konieczność usamodzielnienia dziewcząt „Uznać należy prawo córek do niezależności osobistej, a ich usamodzielnienie za naturalny przejaw w rozwoju rodziny”. (Paulina Kuczalska Rainschmit 1906:38) Uważała, że wychowanie powinno rozwijać w dziewczętach samodzielność i odpowiedzialność, zaś wykształcenie ogólne powinno być gruntowne i rozwijać zdolności dziewcząt, dając im możliwość wyboru odpowiedniego kierunku dalszego kształcenia. (Paulina Kuczalska Rainschmit 1906) Tak było w przypadku Józefy Oderfeld, która ukończyła, podobnie, jak jej siostry, jedno z krakowskich gimnazjów i została przygotowana do podjęcia studiów prawniczych, tak by mogła asystować swemu ojcu w kancelarii prawnej, a w przyszłości z pewnością zająć jego miejsce. Józefa po zdobyciu średniego wykształcenia „wysłana” została na prestiżowe i z pewnością drogie studia prawnicze do Sorbony. Niestety, śmierć ojca Adama Oderfelda w 1910 roku przerwała jej edukację. (J.Szanecka 2011)

Kilkuletni pobyt w Paryżu, pomimo, że niezwieńczony dyplomem uniwersyteckim, przyniósł Oderfeldównej inny ważny, dla dalszego jej życia epizod, w postaci znajomości z Wacławem Olszewiczem. Po powrocie z Paryża Józefa Oderfeld i Wacław Olszewicz w 1911 roku pobrali się w Warszawie i tu osiedli na krótki czas, by później zamieszkać w Zakopanem, a po opuszczeniu przez Rosjan stolicy w 1915r. powrócić do niej. Zdecydowali się na potomstwo, obiecując sobie jednak, że może to nastąpić dopiero w niepodległym kraju. Tak się stało. W 1920 roku na świat przyszła córka Józefy i Wacława, Hanna. (A. Szanecka 2007:145) Praca męża skierowała losy Olszewiczów na Śląsk, do Siemianowic, gdzie zamieszkali od 1929 roku po czasowym pobycie w Mysłowicach, a także w Zakopanem, gdzie Józefa mogła realizować jedną ze swych ulubionych pasji, jaką była jazda na nartach i dzielić się nią z innymi. Organizowała dla dzieci zawody narciarskie, jak choćby te w 1925 roku, wspominane przez Hannę, w których Olszewiczowa fundowała nagrodę, a które wygrał, znany skąd inąd, zaprzyjaźniony z rodziną Józefy, Stanisław Marusarz. (A.Szanecka 2007:155)

Józefa nie podjęła pracy w nowym miejscu. Poświęciła się sprawom domu i edukacji córki, którą wraz z mężem wychowywała w kulcie humanistycznych wartości, dbając o jej wykształcenie. Włączała się także aktywnie w działalność społeczną, współorganizując m.in. Towarzystwo Popierania Przemysłu Ludowego, czy sprawując opieką nad ochronką w Siemianowicach. (B.Hrapkowicz 2006:26; Z.Janeczek 1996:161) Niezależnie od tego towarzyszyła swej córce w ważnych momentach jej życia i angażowała się w codzienność jej szkoły. Czynnie działała w komitecie rodzicielskim, będąc jego przewodniczącą oraz wspierając finansowo szkołę. Jako opiekunka, brała np. udział w wycieczce szkolnej do Wieliczki w 1932 co zostało utrwalone na fotografii i jest doskonałym potwierdzeniem jej aktywności i zaangażowania w sprawy edukacji córki. Także ze wspomnień bliskich i osób znających Józefę wyłania się obraz jej, jako bardzo troskliwej matki, nad wyraz dbającej o jedynaczkę. Mieszkańcy Siemianowic widywali, jak „na dużej przerwie do Hanusi przychodziła służąca ze śniadaniem. Przez miasto szła na przedzie służąca w wykrochmalonym białym fartuszku i czepku. W rękach niosła sporą, przykrytą tacę. Za nią szła z psem mama Hanusi, czyli Józefa Olszewicz z domu Oderfeld”. (J.Szanecka 2011) Matczyna troska Józefy stała się nieoceniona w okresie choroby córki. W 1937 roku, podczas wakacyjnego pobytu w Rumunii, 17–letnia już wówczas Hanna zachorowała na malarię. Jej długotrwała rekonwalescencja, pobyt w szpitalach, początkowo w Bukareszcie, później zaś w Siemianowicach były dla niej trudnym okresem wymagającym dużego poświęcenia. (B.Hrapkowicz 2006:26)

Józefa dbała również o prawidłowe relacje rodzinne. Dość często odwiedzała swoją siostrę Anielę Laurysiewicz. To właśnie do niej, po śmierci Adama Oderfelda w 1910 roku, trafił obraz przedstawiający Józefę, jako dziewczynkę w czerwonej sukience i tu ozdabiał salon do 1936 roku, kiedy to Aniela podarowała go Józefie i jej mężowi na srebrne wesele. Józefa, najprawdopodobniej ze względu na przykre wspomnienia długich godzin pozowania, nie przepadała za tym obrazem, niemniej jednak zdobił on ściany reprezentacyjnych wnętrz jej mieszkania do 1939 roku. „Można go było podziwiać w domu, w pobliżu okna w salonie” wspominała córka „dziewczynki w czerwonej sukience”. (A.Szanecka 2008:199)

W sierpniu 1939 roku Józefa z rodziną opuściła Śląsk, przenosząc się do Warszawy, gdzie jej mąż Wacław od 1 września miał objąć stanowisko dyrektora Departamentu Górnictwa i Hutnictwa w Ministerstwie Przemysłu i Handlu. Do nowego miejsca pobytu zabrali ze sobą część najcenniejszych malowideł, także portret kilkunastoletniej Józefy w białej sukni z kokardą we włosach Pankiewicza. Niestety obraz ten nie przetrwał wrześniowej nawałnicy 1939 roku i najprawdopodobniej spłonął w warszawskim mieszkaniu przy ul. Czackiego. Wśród nich, na szczęście, jak się później okazało, nie było „portretu dziewczynki”. Ten, zdeponowany został w Muzeum Śląskim. Później, w czasie okupacji niemieckiej, przewieziono go do muzeum w Bytomiu, by po wojnie, w 1945 roku mógł wrócić do Hanny Szaneckiej, córki portretowanej dziewczynki. (A.Szanecka 2008:199)

Wybuch wojny rzucił rodzinę Józefy do Lwowa. W założeniu, to z pewnością tylko chwilowe schronienie we Lwowie, okazało się dla Józefy i jej męża miejscem pobytu nie tylko na czas wojny, ale na resztę życia. Wymagało to jednak wielu starań, wyrzeczeń i ostrożności, bowiem każdego dnia nad polską rodziną czyhało niebezpieczeństwo wywózki czy innych represji. (B.Hrapkowicz 2006:27) Związana z tym była także rozłąka z córką, która za zgodą rodziców postanowiła wrócić do kraju.

Józefa, przez lata pobytu we Lwowie nie podjęła pracy, zajmowała się domem. Jak pisała do córki w jednym z listów nie mieli we zbyt wielu znajomych i nie czynili starań o pozyskanie nowych. Rozrywkę stanowiły koncerty muzyczne oraz, zwłaszcza wiosną, całodniowe wycieczki. Żyła skromnie. Choć bywało, że szczęście uśmiechnęło się i do niej, jak w przypadku wygranej w 1953 roku na loterii kwoty 800 rubli, co stanowiło pewne zabezpieczenie w trudnych sytuacjach. (J.W. Olszewicz 1951)

Prowadziła dość ożywioną korespondencję z córką. Przesycona z jednej strony, smutkiem, tęsknotą i pewną bezradnością, jak choćby w słowach: „Diabli mnie biorą, że nie mogę Ci pomóc, ale od nas nie zależy”. Z drugiej będąca wyrazem determinacji osoby dążącej do celu. Józefa pragnęła przyjechać do Polski i podjęła starania zmierzające do uzyskania pozwolenia na wyjazd do kraju. Było to niezwykle trudne i długotrwałe. Konieczne było wypełnienie niezliczonych formalności, przedstawienie licznych adresów bliskich w Polsce, korespondencji, wiele podań, fotografii. (J.W. Olszewicz1951) W jednym z listów do córki pisała prawdopodobnie w 1952 roku „12 VI złożyliśmy nareszcie podanie, czy definitywnie okaże się, bo mogą być jakieś braki, nigdy nie można przewidzieć, jak długo potrwa” (J.W. Olszewicz b.r.)

Jak się okazało w późniejszym czasie, nie trwało to już długo, bowiem w 1952 roku Józefie wreszcie udało się przyjechać do Polski. Zatrzymała się w Warszawie, u swej siostry Anny Kowalczewskiej. Wraz z nią odwiedziła rodzinę swej córki w Siemianowicach Śląskich. Warunki w jakich żyła Hanna głęboko ją rozczarowały. Przedwojenne, dostatnie życie rodziny, które mimo upływu lat Józefa, miała z pewnością w pamięci, zamieniły się na małe mieszkanko na strychu i bardzo trudne warunki, w których wraz z mężem i trzema synami zamieszkiwała jej córka. Będąc jeszcze w Polsce napisała do męża, do Lwowa kartkę, w której wyraziła swe niezadowolenie z warunków w jakich przyszło żyć ich jedynaczce. Pisał o tym Wacław, w jednym z listów do córki: „mama niezadowolona jest z Twego siemianowickiego mieszkania” (W.Olszewicz 1952).

Niestety, były to już schyłkowy okres życia Józefy. Ze wspomnień rodzinnych można dowiedzieć się, że podczas podróży do Warszawy, prawdopodobnie w kolejne odwiedziny do siostry Anny, w obliczu przeżyć, jakich doznała w ostatnich latach, jej serce nie wytrzymało. Zmarła nagle, w pociągu, w dniu 7 kwietnia 1954 roku. Pomimo, że właśnie tak zapamiętane zostały okoliczności jej śmierci nie są one do końca wyjaśnione, tym bardziej, że towarzyszył im wątek rabunkowy. Istnieje kilka hipotez z tym związanych, także kryminalna. Podana, wydaje się być bardzo prawdopodobna, niemniej jednak pozostawia wiele znaków zapytania. (J.Szanecka 2011)

Być może głębsza analiza dokumentów, a wierzę, że takie pozostały w archiwach, pozwoli ustalić okoliczności śmierci Józefy, bądź potwierdzić przybliżoną tu wersję.

Robert Kotowski

07.05.2012

(Artykuł w pełnej wersji i pod innym tytułem opublikowany został w Roczniku Muzeum Narodowego w Kielcach, T. 26, Kielce 2011.

 

 

 

 

Crazartt

Good things are going to happen@Mehakkhorana

NIENTE PANICO

procedete guardinghi perché non conoscete il vero volto delle cose che vi circondano

HEALTH FOOD FONTS

Adorn Your Food Senses Your Way

Blog Caffe

Mój punkt widzenia / My point of view

LIVING THE DREAM

FOR A NEW TOMORROW

The R.D. Diary

Writing for the Soul

Mała Wściekła Blondyna

Mam 21 lat, 156 cm wzrostu, blond kłaki.. Jestem idealistką, stąd mam wiele częstych bólów dupy. Denerwuje mnie wiele, od zamkniętych głów przez dziwne ogólnie przyjęte zasady bytowania na naszej Planetce. Stąd Mała Wściekła Blondyna. Palę fajki, mam tatuaże i bluźnię, więc jeśli Cię to gorszy istnieje możliwość, że się nie polubimy. Jeśli zaś nie przeszkadza Ci to, masz chęć poczytać wypociny młodej autystycznej duszyczki, zainteresowanej zagadnieniami z dziedzin motywacji, nauki, literatury ... ZAPRASZAM! Oczywiście na blogu pojawiają się również tematy beauty, czy miłe proste, przyjemne babskie pier*olenie! MIŁEJ LEKTURY!

%d blogerów lubi to: