Pusty pokój (Empty room)

W naszym pustym pokoju

pus­te krzesło zaw­sze będzie cze­kać …
może kiedyś przyj­dziesz, usiądziesz …
i po­gada­my jak starzy, dob­rzy kum­ple …
bo zos­tały już tyl­ko wspom­nienia …
one zos­tają na zaw­sze …

puste krzesło

 

Lecą wiatry ciemne
Pożegnania i liście przez niebo jesienne
Dmucha chłodem chmur szklany głos
Nagle zadrży pamięć
W zimnym wietrze, w gałęziach na deszczu zostanie
Nasze niebo, nasz chmurny los

W naszym pustym pokoju hula wiatr
Chłód kołysze skrzydłami okiennic
I za oknem podrywa się ptak
Wróżb niewczesnych i nocy daremnych

Jakby w starym romansie
Gdzie wszystko się spełni
Odliczałam kwadranse
Chciałam obejść pół Ziemi
W kalendarzach urojeń sny kłamały jak z nut
Naszym pustym pokojem wiatr kołysze i chłód

Z czterech stron mgły jesienne pełnią straż
Dziesięć rzek mroźnych płynie do morza
I na brzegach, daleko od miast
Oczekują nas łąki, przestworza

Wszystkie sny prześnione
I zegary milknące, i usta, i dłonie
Mówią: „Żegnaj, już nadszedł czas”
W chłodną noc bezsenną
Wszystko znika jak ptaki nad chmurą jesienną
Wszystkie gwiazdy drwią sobie z nas

W naszym pustym pokoju hula wiatr
Chłód kołysze skrzydłami okiennic
I za oknem podrywa się ptak
Wróżb niewczesnych i nocy daremnych

Jakby w starym romansie
Gdzie wszystko się spełni
Odliczałam kwadranse
Chciałam obejść pół Ziemi
W kalendarzach urojeń sny kłamały jak z nut
Naszym pustym pokojem wiatr kołysze i chłód

Z czterech stron mgły jesienne pełnią straż
Dziesięć rzek mroźnych płynie do morza
I na brzegach, daleko od miast
Oczekują nas łąki, przestworza

Słońce (Sun)

„Przypatrz się czytelniku tej twarzy ozdobney, przezroczystemu słońcu iasnością podobney…”
Bartolomej Paprocký herbu Jastrzębiec (ur. ok. 1540)

słońce

Czy pamiętasz – jak żeśmy czekali
jedenaście wyblakłych miesięcy
na ten pierwszy niebieski plusk fali
i na mewy tańczące na wietrze

Czy pamiętasz – jak śpiewały plaże
niespokojnym gitarowym graniem
jak jej ciała z kalendarza marzeń
uczyliśmy się – bracie na pamięć

Mówili na nią słońce, Bałtyku szary piach
Zamieniał się w gorący podzwrotnikowy raj
Mówili na nią słońce i wzdychał w tobie blues
Tak jasne były noce jakby zabrakło chmur
Mówili na nią słońce.

Zostawiła nas – pod koniec lata
tak u progu przeciągów zimowych
smakowała jak cukrowa wata
słodka siostra wieczorów lipcowych

Przez nią tłukliśmy – butelki i szklanki
i żegnali we krwi z nosa skąpani
nie ten smak maja dziś jagodzianki
i wywietrzał już z serca dynamit

Mówili na nią słońce, Bałtyku szary piach …