Łąka (Meadow)

Daleko na łące, pod wierzbą
Łóżko z trawy, miękka zielona poduszka
Połóż swoją głowę, zamknij śpiące oczy
A kiedy je znowu otworzysz, wzejdzie słońce.

Tutaj jest bezpiecznie, tutaj jest ciepło
Tutaj stokrotki bronią cię przed krzywdą
Tutaj twoje sny są piękne i jutro się spełnią
Tutaj jest miejsce, w którym cię kocham.

Suzanne Collins  (z książki Kosogłos)

łąka

Roztopić lód

„Ktoś zamienia moje sny w dobre sny, ktoś mi w środku topi lód…”

promyki słońca

 

Ktoś zamienia moje sny w dobre sny
Ktoś mi w środku topi lód
Czy to ty byłeś, który się śniłeś
Czy to ty kołysałeś mnie
Czy to ty jesteś i we śnie
Gestem dajesz znak

Ktoś zamienia moje sny w dobre sny
Ktoś mi w środku topi lód
Czy to ty wtedy w moim śnie
Kiedy było źle całowałeś mnie
Czy to ty teraz w moje sny
Wdzierasz się za dnia

Ktoś zamienia moje sny w dobre sny
Ktoś mi w środku topi lód
Czy to ty co w moje sny
Nocą wkradasz się by poprawić je
Jeśli chcesz na dnie moich snów
Zgadniesz że ja też
Kocham cię

Blue

niebieski

Blaupunkt

(Mój niebieski punkt widzenia)

Jest ze mną od uro­dze­nia. Po­ka­zu­je się w mo­men­tach prze­ło­mo­wych. Na­ro­dzi­ny. oso­bi­ste moje mak­si­ma i mi­mi­ma eks­tre­mal­ne, moja śmierć kli­nicz­na, do­świad­cze­nie OBE, ra­do­ści i smut­ki, de­pre­sje i eu­fo­rie, dnie i noce szcze­gól­ne. Blau­punkt. Bluepoint. Punkt Błękitny. Mój nie­bie­ski Punkt Wi­dze­nia.

Kie­dyś szep­ta­łem zdu­mio­ny, jak dal­to­ni­sta  uwiedziony niespodzianie paletą wszyst­kich ko­lo­rów . Ale sko­ro od mo­je­go uro­dze­nia już taki jesteś, to nie­bie­ski bądź. Czy gdzieś poza ścian domu murem ktoś daje mi znaki? Ach, to nic świe­ci w oczy – dziec­ka: ufne, nie kła­mią­ce, śmie­ją­ce się i pła­czą­ce, cie­ka­we świa­ta, wi­dzą­ce dobre duchy i zmory, pa­trzą­ce życiu pro­sto w oczy… to dla nie­po­zna­ki spo­kój.

Od­cho­dzę i wra­cam a od­cho­dzić wolę. Już je­stem, nie je­stem i takim po­zo­stać. Ja nie chcę za­po­mnieć, ro­zu­mieć i boleć. Głos z­wiew­ny usły­szę. Przy­szłość wprost oglądam. Prze­czu­wam. Od­ma­wiam co moje. To tylko aż cisza. Deszcz pada na deski es­tra­dy.  Widzę cie­bie. I bądź tak nie­bie­ski, jak skłon nieba w czar­ną noc.

A teraz dzień po dniu, go­dzi­na po go­dzi­nie, po chwi­li chwi­la, choć czas to ułuda, już wiem jaki je­steś ta­jem­ny mój Punk­cie. Nie­bie­ski jak niebo i taki już pro­szę do końca wi­dze­nia bądź. Tam gdzieś poza świa­tem Ktoś daje mi znaki… tak!… to Pan mój Błękitny  i spo­kój w Nim  taki, że Bóg tylko wie.

Ja tylko cza­so­wy miesz­ka­niec tu­tej­szy i obcy, z mą misją, zadaniem przy­cho­dzę i wra­cam, od­la­ty­wać myślą, tak z błyskiem Nadziei ja wolę, bo taki już je­stem w nie­bie­skim mym śnie. Ro­zu­miem, bo­le­ję, od­ma­wiam co moje. A moje to życie, że   śmiać się i łkać. I pro­szę mój Punk­cie ta­jem­ny, nie­bie­ski. Do końca mo­je­go w na­dziei wi­dze­nia, ty we mnie i przy mnie i tam, gdzie cze­ka­ją w ob­ro­tach sfer nie­bie­skich, w spi­ra­li ta­jem­nej, miłosiernej, bez­den­nej, nie­odmien­nie Ty  bądź.

Autor:  Lech Galicki

 

Anioł Śmierci

anioł śmierci1

Aniołem Śmierci być,
jak to się stało,
dlaczego,
chociaż teraz wiem, to dla spokoju,
żyć pośród żywych, pocieszać,
jako dziecko w Popielec doznać widzenia,
Królowej Korony Polskiej
Postaci nad Ołtarzem w Chuście Szarej,
zagubić ze Świątyni,
gdzie popiołem sypano głowy,
drogę do domu,
doznać uniesienia,
być innym wśród swoich,
a też witać nieświadomie gości ze sfer tajemnych,
którzy w tłumie przechodniów,
brata odszukali,
i na odchodne Krzyżem żegnali,
a czy kto widział to,
nie do powiedzenia.
I tyle spotkań,
zdarzeń wpierwej niezrozumianych,
a kto tłumaczyć miał,
nikt nie odpowie,
zaś wiatr wiał w ciszy,
niósł rozpoznanie,
zagubionemu wysłannikowi,
Światło udzielał gorącej głowie.
Ach, kimże jestem,
człowiekiem przecie,
niewywyższonym skarbem nieznanym,
tyś Anioł Śmierci szumiał głos w wietrze,
taki masz, zrozum, twój sens przydany,
spójrz w oczy wspomnień,
a wówczas pojmiesz,
żeś ty nie święty lecz twoja sprawa,
być przy schodzących tam gdzie świat inny,
i wszystko wiecznie w stanie przydanym,
to tylko okruch,
wiedzy oddanej ( …).

Lech Galicki  – Być innym wśród swoich (fragment)

Wyspy szczęśliwe (Happy Isles)

Prośba o wyspy szczęśliwe
 
A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,
wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,
ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań,
we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.

Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,
dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością.
Konstanty Ildefons Gałczyńskiłódka1https://www.youtube.com/watch?v=BryVrSgn5dE

Deszcz (Rain)

„Miałem taki okres w życiu, kiedy często bywałem smutny, tak smutny, że wieczorami, gdy robiło się ciemno, wędrowałem samotnie przez miasto, radując się, gdy padał deszcz. Wszystko na ulicach było ponure i mokre, a mój smutek odzwierciedlał się w kałużach, i ów odbity w nich obraz dawał mi pocieszenie. Nie czułem się wówczas taki samotny”.

Axel Hacke – Maleńki Król Grudzień

deszcz12

 

Para nienasycona

Ach pani,
twój wzrok szaleńczo zniewala,
byłaby z nas niezwykle oryginalna para
nienasycona,
ludzie krzykną, patrzcie to on i ona,
idą szaleńczą życia drogą,
bo chcą i mogą,

– Kocham ciebie pani szalona – mówię,
– A ja ciebie – odpowiada ona,
i jak radośnie, zwiewnie i czule,
ból istnienia w szczęście się zmienia,
i nic innego nas nie zwodzi,
w miłosnym uścisku my,
a czas to ułuda,
i ręce, dłonie jej pianistki rozbiegane, kibić, uda i usta, usta, usta,
poezją mówmy, nie prozą,
niech w naszej harmonii ciał prym wiodą rymy,
zaś dusze niech się błąkają splątane,
są przecież wielce zakochane.
O znudzeniu nie mówcie, bo to życiowa pustka.
Ona:
– Ach, daj mi kulki czerwonej jarzębiny,
od mego mężczyzny dla jego dziewczyny,
a ja do niej mówię: – A ty mi daj…
zrazu się wstydzę, że idzie o miłosny raj,
nie w łożnicy, nie byle gdzie, czy też pod stołem,
idzie o słownych deklaracji, poetycki gaj,
i pieszczot nalot dywanowy i wszystko, nie w samotności, lecz tylko społem,
ja dobrze wiem i moja panna wie znakomicie,
że tylko ja i tylko ona,
stąd tytuł właśnie taki,
nie jest byle jaki:
para nienasycona,
czyli ona i ja, ja i ona.
Ach, para nienasycona barw paletą się mieni,
szczególnie gdy lato się kończy,
i świat nasz w refleksji się nurza,
a do drzwi domu naszego zapuka,
świecąca kroplami potu i blaskiem łez namiętnych,
ułuda czasu kochania i wspomnień zapamiętania,
zadurzenie w życia przestrzeni,
i blitz i mgnienia nadziei,
Złotej Polskiej Jesieni.

Lech Galicki – „Para nienasycona”

kolaż ona i on

 

Ziemia

„Bo na starość różnie bywa (…) Wtedy z życia niby z drzewa jesienią wszystkie liście opadną i jak goły pień człowiek zostaje. Wtedy już nie w świat go ciągnie, ale z powrotem do tej ziemi, gdzie urodził się, z której wyrósł, bo to jedyna jego ziemia na tym świecie. I nawet grób w tej ziemi jakby domem mu był”. 

Wiesław Myśliwski – Kamień na kamieniu

ziemia

 

Sieć

„Nie jest łatwo uwolnić się od wszystkich nitek prawdziwej miłości, gdy raz się przez nią przejdzie, jak przez pajęczą sieć”.

Jonathan Carroll – Zakochany duch

w sieci1

Chciałbym mieć
Taką sieć
By w nią wpleść
Życia treść
By nią kraść księżycowe światło
Albo róż
Rannych zórz
Taką sieć
Chciałbym mieć
By w nią wpaść i nie wypaść łatwo.

Chciałbym trwać
Żeby znać
Zapach łąk
Czułość rąk
W ustach mieć kosmyk twoich włosów
Dłonie spleść
Oczy wznieść
Zapaść hen
W piękny sen
Pośród traw i rozkwitłych wrzosów

Być w siódmym niebie
Czuwać kiedy licho śpi
Nucić dla ciebie
Pisać pieśni jak K.I.

Chciałbym dać ci
Jasne sny
Ranne mgły
Wonne bzy
Nocne ćmy ptaki i zwierzęta
Letni sad
Świat bez wad
Stary płot
Ptasi lot
Wszystko co pamięć zapamięta

W pustych drzwiach
Staje Bach
Strząsa szron
Daje ton
Gra nam pieśń na sopelkach lodu
Pragnąłbym
Znaleźć rym
Śpiewać z nim
Słońca hymn
Sławić cud porannego chłodu

Wzrok mieć spokojny
Liczyć tylko dobre dni
Wyrzec się wojny
Śpiewać pieśni jak K.I.

Chciałbym mieć
Taką sieć
Schwytać w nią
Nudę złą
Blaskiem ją rozpromienić w jasność
Potem nieść
Dobrą wieść
Zmienić lęk
W piękny dźwięk
Taką sieć chciałbym mieć na własność

Mógłbym też
Jeśli chcesz
W strofach skryć
Życia nić
Wtedy już zawsze będziesz ze mną
Może świat
Za sto lat
Będzie trwał
Tak bym chciał
Złowić go w moją sieć tajemną

By każda wiosna
Niosła same jasne dni
Ty nam błogosław
Wiecznym piórem swym K.I.

Droga (Way)

,,Moje dziecko, jestem tu. To ślady moich stóp. Zostawiłem je, gdy Cię niosłem…”
„Krzyż przypomina nam drogę … Widzimy krzyże przydrożne, na które jesienią spadają liście, zimą śnieg, wiosną ciepły deszcz. Latem rzucają cień. Mówimy, „krzyżyk na drogę” – to znaczy „z Bogiem”. Krzyż jest drogowskazem. Można iść od krzyża do krzyża i jeszcze dalej. Nie jest nieszczęściem – jest drogą”.
chłopiec i krzyż