„Przypadkowe spotkanie jest czymś najmniej przypadkowym w naszym życiu”.

Julio Cortázar

 

Sobotnie popołudnie. Krakowskie Przedmieście w Warszawie. Siedzę na ławce obok pomnika Bolesława Prusa. Widzę Ją. Idzie podpierając się na kulach. W jednej ręce niesie dużą torbę, w drugiej trzyma smycz, na której prowadzi niewielkiego psa. Uwagę przykuwa jej twarz. Ciepła, uśmiechnięta, serdeczna. Poprawia opadające, trochę za szerokie, granatowe spodnie. Biała, luźna rozpinana koszula i ciemnoniebieska apaszka zawiązana na szyi sprawia, że pomimo lat wygląda młodzieńczo i świeżo.Wiatr rozwiewa jej siwe włosy, gładko zaczesane do tyłu. Ma coś w twarzy, co nie pozwala mi oderwać od niej oczu. Wyjmuję aparat i robię zdjęcie. Nie wiem dlaczego, ale chcę ją uwiecznić, zapamiętać. Zauważa mnie. Idzie w moją stronę. Pomyślałam, że będzie na mnie zła, ale ona się uśmiecha, a w jej oczach jest tyle ciepła.
– Mam nadzieję, że nie „złapała” mnie pani w kadrze bo nie wyglądam najlepiej. Spodnie mi opadają i ciągle je muszę poprawiać – mówi ze śmiechem.
– Wygląda pani dobrze – odpowiadam – Tak, zrobiłam pani zdjęcie, bo wygląda pani przesympatycznie. Ma pani taką miłą, dobrą twarz.
– Dziękuję – mówi lekko speszona.
Pies, którego trzyma na smyczy podchodzi blisko mnie. Łasi się do nóg. Widać, że jest już stary i chory. Patrzy na mnie ciemnymi, błyszczącymi, oczami. Głaszczę go. Jego ciało jest częściowo pozbawione sierści.
– To rak kręgosłupa – mówi uprzedzając moje pytanie.- Mogę powiedzieć, że uratowałam go od śmierci. Ktoś go kiedyś wyrzucił
(prawdopodobnie z samochodu), biegał po ulicach szukając
właściciela, mało co nie wpadł pod jadącego tira, zdążyłam go wyciągnąć… i tak od 16 lat jesteśmy razem. Obydwoje też mamy wspólnego „przyjaciela”. On ma raka kręgosłupa, ja raka w brzuchu – uśmiechnęła się doskonale maskując smutek. Ostatnio schudłam 5 kilo, dlatego tak mi spadają spodnie. Ale jakoś we dwoje dajemy sobie radę z moim Miśkiem – Przytulanką.
Misiek – Przytulanka – tak się właśnie nazywa.
– Jak pani ma na imię? Ja – Jola.
– Piękne imię – mówi – A czy Hanna się pani podoba? – pyta uśmiechając się do mnie.
– Oczywiście, że tak – odpowiadam. – Hanna. Hania. Pięknie.
– Czy mogę sobie zrobić z panią zdjęcie? – pytam. Wciąż nie opuszcza mnie myśl o tym, żeby ją w jakiś sposób „uwiecznić”. Wiem, że zaraz każda z nas pójdzie w swoją stronę i być może już jej nie zobaczę.

– Oj, tak! Bardzo chętnie – mówi zadowolona. – Ale muszę zobaczyć jak wyglądam. – Ma pani lusterko? – pyta
– Lusterko? Tak, mam.
Wyciągam lusterko z torebki. Przegląda się, poprawia apaszkę i włosy. Wydaje mi się taka drobna, krucha i dziewczęca.
Ogarnia mnie wzruszenie. Pod pretekstem ułożenia niesfornych kosmyków, głaszczę ją po włosach.
– Jestem gotowa – znów się uśmiecha.
Robimy kilka zdjęć, a potem rozmawiamy kilka minut.
–  Przepraszam, ale muszę już iść do domu. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Często tu pani przychodzi ? – pyta i podnosi z ziemi swoją wypchaną torbę.
– Tak, jestem tu dość często – odpowiadam
– To na pewno się spotkamy…
Nagle wyjmuje z torby pomidora.
– Może chce pani zjeść? Nie jest pani głodna?
– Nie, dziękuję – uśmiecham się.
– Na pewno? A może jabłuszko?
– Dziękuję pani Haniu. Proszę dbać o siebie.
– Będę – dodaje i bierze smycz. Misiek – Przytulanka grzecznie drepcze obok niej.
Wiesza torbę na jednej kuli i idzie w stronę przystanku.
Za chwilę odwraca się i macha mi ręką.
– Do spotkania!
Stoję jeszcze i patrzę jak odchodzi poprawiając opadające spodnie.
Ona, Misiek – Przytulanka i ich wspólny „przyjaciel” – rak.

 

KODAK Digital Still Camera

 

 

KODAK Digital Still CameraKODAK Digital Still CameraKODAK Digital Still Camera

 

KODAK Digital Still Camera

KODAK Digital Still Camera

Advertisements