Dreamer

Jestem tylko marzycielem 
Przez całe życie śnię
Jestem tylko marzycielem
który śni o lepszych dniach.

chmury1

I’m just a dreamer 
I dream my life away 
I’m just a dreamer 
Who dreams of better days 

 

Foto: Jolanta Kalinowska

Reklamy

Dzieciństwo

Są wspomnienia, które nigdy nie blakną, nieważne, ile czasu upłynęło…

Nazywam się Lisa. Jestem dziewczynką, to chyba od razu widać z imienia. Mam siedem lat i wkrótce skończę osiem.”

 Astrid Lindgren – Dzieci z Bullerbyn
KODAK Digital Still Camera
Foto: Jolanta Kalinowska

Oto Człowiek

Jezus więc wyszedł na zewnątrz, w koronie cierniowej i płaszczu purpurowym. Piłat rzekł do nich: «Oto Człowiek» [J 19,5].

„Bóg nigdy nie jest tak potężny, jak wtedy gdy jest tak słaby. Pokorna, współczująca miłość to najpotężniejsza rzecz we wszechświecie”

chrystus 33

Foto: Jolanta Kalinowska

Dotyk (Touch)

 

dotyk

Przeczytajcie jak pięknie o dotyku pisze poeta i prozaik, Lech Galicki…

„Dotyk – ekscytujący zmysł, kto dotyka, ten jest jednocześnie dotykany. Zmysł dotyku rozwijający się u człowieka jako pierwszy i – jak uważa wielu antropologów – najważniejszy, to zdolności odczuwania mechanicznych odkształceń skóry i niektórych błon śluzowych za pośrednictwem różnorodnych receptorów w liczbie pięciu milionów.

Na opuszkach palców, wszystkie spragnione dotyku jak pustynny piasek wody.

Dzieci pozbawione dotknięć, przede wszystkim rodziców, mają później skłonność do zapadania w stany depresyjne, są podatniejsze na choroby, ich fale mózgowe i rytm snu wykazują zakłócenia etc. Efektem braku dotyku jest między innymi skłonność do przemocy i występowanie cech nieprzystosowania społecznego. Osoba, która czule dotyka drugiej osoby świetnie wzmacnia swoje zdrowie i jednocześnie przedłuża własne życie i miłość do drugiego człowieka, a gdy kocha – czule dotyka, przeżywa uniesienia i wzmacnia swoje zdrowie, życie…

Matki podświadomie łagodzą gorączkę i ból swoich dzieci głaszcząc je czule. Na sklepieniu Kaplicy Sykstyńskiej Michał Anioł przedstawił Boga, który dotyka uszczęśliwionego Adama. W swoich czternastu cudach Jezus Chrystus posługiwał się dotykiem.

Przytulajmy swoje dzieci zaraz po ich przebudzeniu. Całujmy je. Dzieci także powinny brać w ramiona swoich rodziców. Pamiętajmy: szczególnie starzy ludzie pozbawieni są dotyków. Ten stan powiększa ich izolację. Ich należy szczególnie, tak jak dzieci, przytulać. Najlepiej, gdy czynią to właśnie ich potomkowie. I w końcu dotknięcie jest najwyższej miary znakiem łączności i pociechą dla odchodzącego z tego świata człowieka.

Dotknij mnie, a ja dotknę ciebie. Tutaj jestem: twoja matka, twoja siostra, twoja żona, twoje dziecko. Twój ojciec, twój brat, twój mąż, dziecko twoje. On. Ona. Ono. My. Naród. Polska. Twoja Miłość. Twoja Nadzieja. Wiara twoja. Wzajemny dotyk miłości. Kto dotyka, dotykanym jest. Pamięć. Przodkowie – Potomkowie. Nikt nas nie zniszczy w pełnym szczęścia najwyższej miary uścisku, dotyku solidarności, braterstwa, zaufania, oddania wzajemnego. Bądźmy blisko siebie, najbliżej.
Lęk odejdzie, ból odejdzie, obcy odejdą w popłochu rozsypce odrzuciwszy niecne zamiary.
Dotyk trwa w Prawdzie, póki w nas starczy wiary w Męstwie trwania.
A niech Bóg w Trójcy Jedyny, Miłosierny i Wszechmogący pozwoli nam w takim ziemskim i niebiańskim w pięknie uścisku dotknięcia wzajemnego, narodowego, polskiego, nie bacząc na upływ czasu i i zmiany wszelakie na Ziemi trwać na wieki wieków na dobro i chwałę
Ojczyzny naszej
Póki my żyjemy. I zawsze
Amen.

Autor: Lech Galicki

http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=87312

 

Dawnych mistyków ludzkiej duszy pieśń
Księżyca ciemna strona
Słońce zabija na raty nas w nadfiolecie.
Schodami do nieba zacząłem się piąć
Tam nie ma autostrady
Myślę o tobie, a ptakiem jest myśl, zbytek słów.
Me światy są obce bez nocy i dnia
Tam wiersze z obłędu powstają
Lecz póki tu jestem, proszę
Kochaj mnie, dotykaj mnie.

Ref: Dotykaj delikatnie, bezszelestnie ciepłem palców
Dotykaj aksamitnie, rzęs pokłonem, nie przestawaj
Dotykaj całowaniem i oddechem tak, jak lubisz
Dotykaj smugą włosów niby muślin, bólowi zadaj ból.

Kochaniem, samotność można wypić do dna choć to trudne.
Miłość prawdziwą daje tylko Bóg i zrozumienie.
Wszędzie Go szukam, dla Niego chcę żyć
Wbrew potępieniom.
Tęsknię za ciszą bezludnych wysp, dzikich plaż.
Me światy są obce bez nocy i dnia
Tam wiersze z obłędu powstają
Lecz póki tu jestem, proszę
Kochaj mnie, dotykaj mnie.

Ref: Dotykaj delikatnie ……..

Wiem, że chcesz wspólnych snów dam Ci je.
Nie bój się, nie bój się.
Dziwne jest piękne wciąż twierdzę tak gorsząc dewotów.
Na urodziny sam sobie dziś dam znak pokoju.
Kochaniem, samotność mnożna wypić do dna choć to trudne.
Więcej nic nie mów, tylko przytul się, dotykaj mnie.

Ref: Dotykaj delikatnie ……..

I więcej nie mów nic, kochaj mnie …jestem Twój

Syberiada

 

W kraju dalekim, gdzie lód skuł rzeki,
Gdzie nawet zamarznie łza.
Jak wartki potok gnam za tęsknotą,
A myśli kłębią się tak.

Mam przed oczami dzień pożegnania,
Spojrzenia mówią bez słów.
A w myślach smutek i ból rozstania,
Lęk, że nie ujrzę Cię znów.

Już pod oknami rozkwita wiosna
I wciąż go widzę w mych snach.
Może go wiodą tropy nieznane
W miejsca, gdzie czai się strach.

Kiedy go wreszcie z okna wypatrzę
Wyjdę do niego przed dom.
Nic nie uleczy lepiej tęsknoty
Jak dotyk spragnionych rąk.

Chcę wrócić tam, gdzie jesteś Ty,
Gdzie jest nasz dom,
Gdzie nasze sny.
Osiodłać wiatr, przed siebie gnać,
Chcę wrócić, chcę wrócić tam

Wróć tutaj znów do kwietnych łąk,
Gdzie znajdziesz swój znajomy kąt,
Znajome dni, znajomy czas,
Więc wracaj, więc wracaj tu.

A za oknami ziemia surowa,
Wroga i obca wśród zasp.
Jak ciężki los swój zacisnąć w dłoni
By przetrwać rozłąki czas?

Chcę wrócić tam, gdzie jesteś Ty,
Gdzie jest nasz dom,
Gdzie nasze sny.
Osiodłać wiatr, przed siebie gnać,
Chcę wrócić, chcę wrócić tam

Wróć tutaj znów do kwietnych łąk,
Gdzie znajdziesz swój znajomy kąt,
Znajome dni, znajomy czas,
Więc wracaj, więc wracaj tu.

Pomordowanym na Wschodzie

Moja Warszawa

17.09.2017  –   78 ROCZNICA SOWIECKIEJ AGRESJI NA POLSKĘ

KODAK Digital Still CameraKODAK Digital Still CameraKODAK Digital Still CameraKODAK Digital Still CameraKODAK Digital Still Camera„Warszawa, jako stolica Polski, już nie istnieje”.

78 ROCZNICA SOWIECKIEJ AGRESJI NA POLSKĘ

Na zdjęciach – Pomnik Poległym i Pomordowanym na Wschodzie – autorstwa Maksymiliana Biskupskiego znajdujący się u zbiegu ulic Muranowskiej i gen. Władysława Andersa w Warszawie.

Pomnik przedstawia ładunek krzyży (łacińskich i prawosławnych), a także żydowską macewę i nagrobek muzułmański, umieszczony na platformie symbolizującej wagon deportacyjny. Przed stojąca na torze kolejowym platformą ułożono 41 podkładów kolejowych, na których umieszczono nazwy pól bitewnych z września 1939 znajdujących się we wschodniej Polsce oraz nazwy miejscowości-miejsc kaźni narodu polskiego w ZSRR.

Został wybudowany ku czci Polaków poległych i pomordowanych na Wschodzie, a w szczególności wywiezionych do łagrów na Syberii oraz ofiar zbrodni katyńskiej.

„Warszawa, jako stolica Polski, już nie istnieje”.

17 września 1939 roku, łamiąc polsko-sowiecki pakt o nieagresji, Armia Czerwona wkroczyła na teren Rzeczypospolitej Polskiej, realizując tym samym ustalenia zawarte w…

View original post 16 słów więcej

Światło

 

Światłem bądź. Bądź światłem, im większa ciem­ność wokół nas. Bądź światłem ro­zumu, światłem mądrości dla tych, którzy tracą drogę.
Światłem bądź. Bądź światłem, im bar­dziej zim­no wokół nas. Bądź światłem miłości dla tych, którzy w roz­paczy i w zniechęceniu.
Na ile w To­bie darów Bożych. Choćby na mały oga­rek, na led­wo tlejące światełko. A może jak pochod­nia. Al­bo jak płonący stóg. Na ile Cię stać? 

Autor: Mieczysław Maliński

 

Foto: Jolanta Kalinowska

KODAK Digital Still Camera

Giuseppina

5b1f13b44f042762b4d8386f495e6f2c,2,0

Giuseppina ma 78 lat. Siwe włosy sięgające do ramion, smutną pomarszczoną twarz i zmęczone oczy. Giuseppina siedzi na szpitalnym łóżku i wciąż patrzy w stronę drzwi. Czeka.
Siedzę obok niej na metalowym stołku już od trzech godzin. Prawie wcale nie rozmawiamy, trzyma mnie tylko za rękę. Głaszczę jej pomarszczone, spracowane dłonie. Wiem, że sprawia jej to przyjemność. Co jakiś czas na jej twarzy pojawia się grymas bólu. Ściska mnie wtedy mocniej za rękę. W jej oczach widzę strach. Boi się, że nie zdąży, boi się, że to już… 
– Ciiii… zaraz minie – mówię Boli – szepcze – strasznie boli… Pomasuj mnie proszę…Twoje dłonie są takie delikatne…
Podciągam do góry jej koszulę i zaczynam masować jej plecy. Po chwili czuję, że się rozluźnia. Ból mija.
– Jeszcze chwilę – prosi – tak jest dobrze – uśmiecha się – Ale potem mnie uczeszesz – dodaje – Zobacz jakie mam potargane włosy…
– Dobrze, Giuseppina, uczeszę cię. Przyniosłam ci  też świeżą, czystą koszulę. Tę w kwiatki, którą lubisz mówię
– Dobrą ma pani córkę – rozległ się głos z końca sali. Kobieta z łóżka pod oknem obudziła się.
Giuseppina pogłaskała mnie po dłoni.
– Tak, to prawda, jest dla mnie taka dobra, choć nie jest moją prawdziwą córką, ale kocham ją jak własną.
– To miłe, że ma pani kogoś kto tak o panią dba.
– Mam ośmioro dzieci – powiedziała cichym głosem Giuseppina. Bardzo mnie kochają. Zapewne dzisiaj przyjdą mnie odwiedzić. Wie pani jak to jest, zapracowani są – mówiąc to spuściła oczy.
W szpitalu  była już ponad miesiąc. Każdego dnia na nich czekała. Wciąż patrzyła w stronę drzwi. Do innych chorych na sali przychodziła rodzina do Giuseppiny tylko ja. Pielęgniarki wchodziły i wychodziły, zaglądali lekarze. Za oknem już zrobiło się ciemno.
Giuseppina nadal siedziała na swoim łóżku. Uczesana, wystrojona w swoją czystą koszulę w kwiatki. I czekała. Czekała, aż w drzwiach stanie któreś z jej dzieci.
– Za 15 minut koniec odwiedzin, proszę już powoli opuszczać salę – usłyszałam nagle głos pielęgniarki.
Giuseppina złapała mnie nerwowo za rękę i zmęczona oparła głowę na poduszce.
– Nie odchodź jeszcze… Zostań dopóki nie zasnę… Boję się – szepnęła
– Jestem przy tobie… Śpij spokojnie – mówiłam i głaskałam ją po dłoni.
– Ale przyjdziesz jutro? – zapytała – Przyjdziesz? Na pewno?…
– Tak, przyjdę… Pomasuję ci plecy, uczeszę włosy, przyniosę znów świeżą, czystą koszulę i znów będziemy czekać.. Tak jak zawsze…
– Tak, tak jak zawsze –  złapała mnie mocniej za rękę. Jej oddech stał się spokojniejszy. Po chwili zmęczona zasnęła.
Delikatnie wysunęłam rękę z jej dłoni. Pielęgniarka zajrzała jeszcze raz. Czas odwiedzin już minął kilkanaście minut temu. Ale wiedziała, że to nasz codzienny rytuał więc nie powiedziała nic, tylko się lekko uśmiechnęła.
– Dobranoc Giuseppino – lekko pocałowałam ją w policzek – Śpij spokojnie… Do jutra…
Spojrzałam jeszcze raz na nią, na tę zmęczoną, starą kobietę i ogarnął mnie przeraźliwy smutek. – Ośmioro dzieci – pomyślałam – ośmioro dzieci i żadne z nich nie ma czasu dla swojej matki.
Przychodziłam do Giuseppiny jeszcze kilka dni. Za każdym razem powtarzałyśmy te same czynności, ten sam rytuał. Ostatniego dnia niewiele już widziała, nie bardzo wiedziała co się koło niej dzieje. Kiedy weszłam na salę podniosła głowę i powiedziała:  Maria, córciu, nareszcie jesteś! Nie próbowałam protestować ani zaprzeczać. Usiadłam jak zwykle koło łóżka na stołku. 
– Tak, mamo jestem… Wszyscy tu jesteśmy – powiedziałam. 
– Wiedziałam, że przyjdziecie… Tak na was czekałam… szepnęła.
Wzięłam jej dłoń w swoją i zaczęłam ją głaskać tak jak lubiła. Oddychała ciężko, oczy jej zachodziły coraz większą mgłą.
– Kocham cię mamo – powiedziałam, a łzy spływały mi po policzkach – wszyscy ciebie kochamy…
–  Wiem – wyszeptała z trudem – Dziękuję, że przyszliście… Nagle twarz jej się rozjaśniła, zniknął grymas bólu. Uśmiechnęła się. Czułam jak jej dłoń powoli wysuwa się z mojej dłoni. Oddech stopniowo zanikał, aż nagle zupełnie ucichł. Wiedziałam, że to już koniec. Wiedziałam, że już nigdy nie zobaczę mojej Giuseppiny. 

 

 

Zapomnijcie, że kiedykolwiek istniałem,

Śmierć będzie moim zadośćuczynieniem.
Nikt, kogo skrzywdziłem, nie będzie mnie musiał nigdy więcej oglądać, słuchać ani o mnie myśleć.
Nie będę więcej w stanie ich skrzywdzić ani rozj***ć im życia,
nie będę w stanie zadać im bólu, który im poprzednio zadałem.
Zapomnijcie o mnie, jeżeli jesteście w stanie.
Zapomnijcie,że kiedykolwiek istniałem,
zapomnijcie, że zrobiłem to, co zrobiłem.
Samobójstwo będzie moimi przeprosinami.
Chociaż to niemożliwe, proszę, zapomnijcie o mnie.
Proszę, zapomnijcie. 

Autor: James Frey – „Milion małych kawałków”

KODAK Digital Still Camera

Błogosławionaś Ty między niewiastami

Deszcz sączy się z płaszcza nieba… (…)

Pan z Tobą błogosławionaś Ty między niewiastami
odpuść nam Prawdo kłamstwa nasze
odpuść nam Drogo bezdroża nasze
odpuść nam Światło ciemność naszą
odpuść nam Życie naszą śmiertelność nagą, złudną i przerażoną
wędrujemy, wędrujemy, wędrujemy
tam las sążnisty i ścieżek wiele

autor:  Lech Galicki  
fragm. wiersza  pt. „Pieśń Strzelista”

 

Foto: Jolanta Kalinowska

KODAK Digital Still Camera

Zbigniew Maleszewski

Małe wspomnienie, które wiąże się z Warszawą, moją Warszawą…

Spacerując ulicą Bugaj często widziałam Go przy pracy.
W kapelusiku, szarym roboczym ubraniu, z narzędziami w ręku.Wokół niego kamienie. Wielkie bryły, w których rzeżbił. Zbigniew Maleszewski – polski rzeżbiarz i architekt. Zmarł kilka miesiecy temu – 3 maja 2017 r. Miałam okazję zamienić z nim kiedyś kilka słów. Pozwolił mi zrobić zdjęcia. Teraz, gdy będę tamtędy przechodzić kogoś (czegoś) będzie mi brak…
Dla mnie, wpisał się na stałe w pejzaż tej ulicy…

Te zdjęcia zrobiłam rok temu – 24.09.2016 r.

KODAK Digital Still Camera

KODAK Digital Still Camera

KODAK Digital Still Camera

KODAK Digital Still Camera

KODAK Digital Still Camera

KODAK Digital Still Camera

KODAK Digital Still Camera